Fundacja Kerstenów

Fundacja Kerstenów

Krystyna Kersten
 


Fundacja Kerstenów została założona w 2011 roku, aby uczcić i upamiętnić życie oraz dokonania Krystyny i Adama Kerstenów.

Społeczeństwo i historia po 1945 r.

 Krystyna Kersten

Strona 1

Punktem wyjścia rozważań na temat: społeczeństwo a historia, musi być zdanie sobie sprawy z kondycji, w jakiej polskie społeczeństwo znajdowało się od czasu oswobodzenia spod okupacji niemieckiej, jak trudna była sytuacja Polski, Polaków w końcowej fazie wojny i na progu pokoju.

Od lipca 1944 r. w Lublinie działa PKWN, który, choć utworzony w Moskwie z mandatu Stalina, był jednak polski, stworzony przez Polaków, w których, jestem o tym głęboko przekonana, nie można widzieć po prostu „moskiewskich agentów”. PKWN nie był na pewno samoistnym tworem Polaków, poza komunistami nie reprezentował znaczniejszych sił politycznych, a komuniści w tym czasie, jeśliby abstrahować od radzieckiej potęgi, która ich wspierała, mieli bardzo ograniczone wpływy. PKWN powstał z woli Stalina, opierał się na sile Armii Czerwonej i NKWD.

W tej sytuacji społeczeństwo musiało znaleźć nowy model zachowania w warunkach, które różniły się diametralnie od okupacji niemieckiej, ale też nie przypominały w najmniejszym stopniu wolności, na którą czekano przez sześć lat. Kształtowała się więc z wolna postawa, która stanowiła mieszaninę oporu i przystosowania. W procesie tym kluczową rolę — obok religii — odgrywała historia i tradycja historyczna jako niesłychanie istotny element narodowej kultury — pojęcie „kultura” rozumiem tu szeroko, jako sferę pozamaterialnego bytu. Jeśli weźmie się do ręki ówczesne czasopisma, i te ukazujące się w kraju, i te na uchodźstwie, z „Kulturą” Jerzego Giedroycia na czele, uderza zderzenie dwóch zakorzenionych w historii klisz polskiego myślenia: kliszy romantyczno-insurekcjonistycznej i kliszy pozytywistyczno-realistycznej. Gdy czyta się dziś wiersze, rozważania publicystyczne, eseje z tamtych lat, ma się wrażenie, że na polskiej scenie rozgrywał się wciąż ten sam dramat od ponad stulecia. Te same słowa, argumentu, sytuacje.

Po powstaniu warszawskim, wraz z syndromem poklęskowych nastrojów, po załamaniu się polityki polskiej opartej na imponderabiliach, jaką reprezentował rząd Rzeczypospolitej na uchodźstwie oraz władze Podziemnego Państwa, w natarciu znajdowała się myśl promująca realizm, potępiająca insurekcjonizm, mierzenie sił na zamiary, porywanie się z motyką na słońce — znamy wszyscy ten spór, wychowaliśmy się w jego cieniu, Ale jednocześnie wyczuwano, że w istniejących warunkach opozycja realizm—romantyzm nabiera zupełnie nowych znaczeń określonych przez konteksty, w jakich funkcjonuje. Rzeczywistość burzyła schematy. Polacy byli świadomi, że realizm jest konieczny nawet za cenę zawieszenia niejako imponderabiliów, że trzeba się pogodzić z faktem, że w świecie rozstrzyga prawo siły, nie zaś siła prawa, do której nadaremnie odwoływał się rząd polski na uchodźstwie, że radziecka obecność w Polsce jest rzeczywistością, której Polacy nie są w stanie zmienić, że dokonało się uprzedmiotowienie państwa polskiego. Tak jak nie byli w stanie zapobiec postanowieniom jałtańskim ich dotyczącym, choć oznaczały one ewidentne pogwałcenie prawa międzynarodowego i naruszenie prerogatyw konstytucyjnego rządu Rzeczypospolitej, uznawanego przez Londyn i Waszyngton.

Realizm był opcją wymuszoną przez położenie Polski. By przetrwać, Polacy musieli być realistami, liczyć się z międzynarodowymi i wewnątrzpolskimi realiami, trafnie je odczytywać. Nie mogli być natomiast tylko realistami, prowadziłoby to bowiem do duchowego skarlenia. Dlatego równolegle z apoteozą realizmu w różnych postaciach, z rozmaicie formułowanym programem przystosowania się do rzeczywistości, od 1944 roku występował nurt przeciwstawny, odwołujący się do innych tradycji, stawiający na górze hierarchii wartości inne treści. Nie wszyscy naturalnie, ale niektórzy przynajmniej byli świadomi, że przechył w kierunku realizmu może grozić zatratą narodowej tożsamości. Bo tożsamość, także tożsamość narodu, stanowi swoisty wzór odpowiednio ze sobą powiązanych elementów, ukształtowanych historycznie — można go korygować, ale wszelkie gwałtowne zmiany w postaci usunięcia jednego elementu i zastąpienia go innym kończą się dramatycznie; na ogół zresztą — na szczęście — próby takich zmian prędzej czy później kończą się fiaskiem.

Strona 1, 2, 3, 4

Źródło: Między wyzwoleniem a zniewoleniem, Londyn: Aneks, 1993, s. 172—179, artykuł napisany na podstawie: Rozmowa z Krystyną Kersten. Społeczeństwo a historia po 1945 r., rozmawiała Anna Baniewicz, „Puls”, nr 41, s. 59—80.