Fundacja Kerstenów


 

 













 

Fundacja Kerstenów

Adam Kersten
 

Fundacja Kerstenów została założona w 2011 roku, aby uczcić i upamiętnić życie oraz dokonania Krystyny i Adama Kerstenów.

Nasze jest dobro i zło

Rozmowa Ireneusza J. Kamińskiego
z prof. Adamem Kerstenem

Strona 1

Wywiad przeprowadzony przez Ireneusza J. Kamińskiego,

opublikowany na łamach Kameny, Nr 25 (719), Lublin, 7.12.1980.

Ireneusz J. Kamiński:  — Panie profesorze, przy końcu października rozpoczął pan w sali widowiskowej „Chatki Żaka” UMCS cykl otwartych wykładów pod ogólnym tytułem „Historia Polski dla Polaków XXI wieku”. Zaskakujący to tytuł, może nawet kokieteryjny...

Adam Kersten: — W minionym roku zakończyłem pisanie złożonej konstrukcyjnie, męczącej i obszernej (40 arkuszy) pracy naukowej, będącej próbą pokazania mechanizmu władzy w XVII-wiecznej Rzeczypospolitej, na kanwie biografii Hieronima Radziejowskiego1. Siedziałem nad tą książką niemal osiem lat, no i powiedziałem sobie, że teraz należałoby napisać coś lżejszego. Pewną koncepcją dysponowałem już od dawna, wiązała się ona z moim przeświadczeniem, że tradycja historyczna, w której jesteśmy wszyscy wychowani, jest tradycją szabli, podczas gdy ja osobiście chciałbym, aby była to tradycja myśli. Niektóre rozdziały już napisałem, inne naszkicowałem — po zakończeniu będzie ta książka moim poglądem na to, co winno ostać się z historii świadomości społecznej. A zatem wiek XXI w tytule wspomnianego cyklu przestaje być czymś megalomańskim, czy jak pan chce — kokieteryjnym; jest to pierwszy sygnał autorskiej intencji.

Ireneusz J. Kamiński: — Ale nie wyjaśnia jeszcze, jak doszło do wykladów w „Chatce Żaka”...

Adam Kersten: — Odpowiedziałem po prostu na prośbę Niezależnego Zrzeszenia Studentów UMCS. Takiemu zamówieniu społecznemu się nie odmawia. Widzi pan, ja jestem dość złego mniemania o świadomości historycznej Polaków, nawet inteligencji, jeśli już użyję tego nieprecyzyjnego pojęcia. Istnieje u nas wielkie umiłowanie przeszłości, za którym nie kryje się żadne głębsze jej pojmowanie. W recepcji publicznej wszystko ma ten sam walor: film historyczny, powieść, esej, publicystyka, monografia, podręcznik uniwersytecki. Pojęcie fikcji literackiej do normalnego polskiego inteligenta nie dociera. Podczas zaciętych dyskusji o filmowej wersji „Potopu” próbowano mnie przekonać, że obraz taki powinien odbijać prawdę historyczną, mówiono więc o rzeczach niemożliwych. Film musi być złotym środkiem między niegdyś istniejącą rzeczywistością a możliwościami adaptacji faktów, pojęć i poglądów historycznych przez ludzi drugiej połowy XX wieku. Gdybym pokazał w „Potopie” zamek magnacki tak, jak on wyglądał naprawdę, to zapewne publiczność obrzuciłaby mnie i autora filmu tymi nieczystościami, które spostrzegłaby w komnatach i innych pomieszczeniach. Gdybym przedstawił fenomenalnie ostry ostrzał artyleryjski z XVII wieku, kiedy jeden pocisk z jednej armaty padał raz na 45 minut, to okazałoby się to piekielnie nudne dla współczesnej widowni, znającej rytm dział automatycznych dużego kalibru.

Poza tym jesteśmy przywiązani do pewnych wyodrębnionych faktów, wyciągniętych z całego mechanizmu dziejów, inaczej mówiąc: w lesie widzimy tylko drzewo, które chcemy dostrzec.

Najważniejsza jednak przyczyna mojej złej opinii o świadomości historycznej Polaków wynika z tego, że przeciętnemu człowiekowi historia jawi się jako zbiór ściśle i raz na zawsze ustalonych faktów i pojęć, w którym nic nie można zmienić. Nauka zmienia się w pismo święte, a każda zmiana jego wykładni trąci tendencją polityczną, jeśli nie fałszem. Nie jestem pełnym relatywistą w traktowaniu nauk historycznych, nie uważam, że każde pokolenie wymyśla sobie historię na nowo. Pozostaję jednak w przekonaniu, że tylko w przybliżeniu, w mniejszym lub większym stopniu, możemy odtworzyć istniejącą niegdyś przeszłość. Takie rozumowanie nie trafia jednak do większości ludzi, budzi nieufność. Naturalnie, wiąże się to z nauczaniem, z forsowaniem przez szkołę określonych tendencji politycznych. Mój zaciekły opór budzi wiele „ustaleń” w podręcznikach. Jestem absolutnie indyferentny religijnie, ale wydaje mi się, że przedstawiając Kuźnicę Kołłątajowską, można i trzeba wspomnieć o duchownym stanie tych działaczy patriotycznych i publicystów. Nieprawdą jest jednak przekonanie, że wszystkie podręczniki są złe. Istnieją takie, owszem, ale obok zupełnie dobrych.


1 Książka ta została wydana wydana w 1988 r. po śmierci A. Kerstena w 1983r. (przyp. -- GEK).

Strona 1, 2, 3

Źródło: Kamena