Fundacja Kerstenów


List (-->) Jadwigi Goławskiej, w którym podaje ona adres (obóz w Kozielsku) męża, Edmunda Goławskiego
 




In this part of the world, history is not a simple search for the truth—
notes Krystyna Kersten, a historian at the Academy of Sciences—It is a weapon in the fight for national identity. Katyn raises questions about the legitimacy of Poland's ruling communist regime.
The Christian Science Monitor, 1989

Fundacja Kerstenów

Krystyna Kersten
 


Fundacja Kerstenów została założona w 2011 roku, aby uczcić i upamiętnić życie oraz dokonania Krystyny i Adama Kerstenów.

Refleksje wokół pamięci Katynia

 Krystyna Kersten

Strona 1
 

Paradoksem współczesnej sytuacji jest to, że nasza potrzeba wykroczenia poza wstępne rozumienie i ściśle naukowy stosunek wynika z utraty narzędzi rozumienia.
   Rozumienie, w odróżnieniu od ścisłej informacji i wiedzy naukowej, jest złożonym procesem, który nigdy nie przynosi jednoznacznych wyników.

Hannah Arendt, Rozumienie a polityka

Pewnego dnia odezwał się telefon. Dzwonił Marcel Łoziński, proponował wyjazd do Katynia z ekipą filmu kręconego przez Andrzeja Wajdę. „Jako historyka czy jako córki swojego ojca” — zapytałam. „Jedno i drugie” — odparł.

Ekipa filmowa wraz z wybranymi przez filmowców krewnymi pomordowanych oficerów i dwoma świadkami (jeńcem uratowanym z Kozielska i polskim robotnikiem uczestniczącym w pierwszej ekshumacji dokonanej przez Niemców w 1943 r.) — łącznie ponad 30 osób — wyjechała do ZSRR 3 lipca. Zamysł reżyserski polegał na filmowaniu pielgrzymki rodzin do miejsca kaźni. Film miał stanowić zapis naturalnych zachowań, rozmów, reakcji emocjonalnych. Ingerencja reżysera: Marcela Łozińskiego, albowiem obowiązki parlamentarne zatrzymały Andrzeja Wajdę w Warszawie, była ograniczona do minimum, sprowadzała się do aranżowania rozmów w specjalnie tworzonej, quasi naturalnej, sytuacji przedziału kolejowego.

Nie wiem, czy efekt tego zamierzenia zadowolił twórców filmu o — no właśnie, o czym? O Katyniu, czy może o pamięci Katynia, o funkcjonowaniu zbrodni katyńskiej w świadomości Polaków AD 1989, w Polsce, która z narastającym przyspieszeniem zrzuca gorset krępujących działania myśli, emocje — zbiorowe i indywidualne. Wiem natomiast, że mnie samej, jako historykowi dziejów najnowszych, udział w owym przedsięwzięciu dostarczył materiału do refleksji i przemyśleń. Było to zderzenie, w sytuacji szczególnie zgęszczonej, z takimi zjawiskami, jak kształt pamięci, stosunek do historii, obecność przeszłości w dniu teraźniejszym, a więc z problemami, z którymi od lat borykam się w życiu zawodowym i społecznym. Zderzenie w pełnym tego słowa znaczeniu, znajdowałam się bowiem przez cały czas tej podróży w podwójnej roli: byłam jedną z kobiet jadących do miejsca spoczynku prochów ojca, natomiast moje podejście, sposób percepcji i reakcje były w dużym stopniu określone przez to, że jestem historykiem, i to historykiem zajmującym się historią najnowszą, żywą — jak ją nazywał Franciszek Ryszka — historią, której uczestnicy i potomkowie w pierwszej generacji współtworzą dzień dzisiejszy.

[*] Pomiędzy kartami historii, zakłamywanymi przez czterdzieści pięć lat i odzyskującymi prawo do prawdy głoszonej jawnie i otwarcie, Katyń, ściślej zaś sprawa polskich oficerów z obozów w Kozielsku, Starobielsku i Ostaszkowie, wiosną 1940 r. zgładzonych przez NKWD, zajmuje naczelne miejsce. Gdy tylko cenzura uchyliła bezwzględny zakaz publikacji na ten temat, co nastąpiło w ubiegłym roku, przez prasę przeszła fala tekstów, także źródłowych, dotyczących zbrodni katyńskiej. Ostatnio ukazała się nakładem „KiW” napisana w kraju książka, referująca sumiennie [nie? ]znane dotąd materiały na temat losów polskich jeńców w niewoli radzieckiej, którą autor Czesław Madajczyk, kończy zdaniem: „zarówno poszlaki, jak i pośrednie dowody przemawiają za odpowiedzialnością NKWD, jego dowództwa za los zgotowany internowanym polskim oficerom w Kozielsku, za dokonanie ich masowego mordu.” 1.

Niestety, jak zwykle, działania oficjalne przez długi czas, a poniekąd i dziś jeszcze, pozostawały połowiczne, nie zaspokajając żądania prawdy, wypowiedzianej pełnym głosem, uczciwie, bez uników oraz przemilczeń, drażniąc i podsycając negatywne emocje w społeczeństwie. Oburza kunktatorstwo mieszanej, polsko-radzieckiej komisji. Irytuje odkrywanie materiałów dawno odkrytych i przypisywanie sobie zasług w ujawnianiu prawdy o zbrodni katyńskiej przez środowiska przez 45 lat milczące lub zaangażowane w kłamstwo. Bo przecież nie krasnoludki i nie sowieccy agenci są odpowiedzialni za fałsz, do niedawna krzyczący na symbolicznym grobie katyńskim na Powązkach.

1 Cz. Madajczyk, Dramat katyński, 1989, KiW.

Strona 1, 2, 3, 4, 5, 6, 7, 8, 9,

Źródło: Maszynopis, który ukazał się w skróconej formie w Tygodniku Solidarność, 1989, nr 19 (56) i nr 20 (57), oraz w zbiorze esejów Między wyzwoleniem a zniewoleniem. Polska 19441956, Londyn 1993, s. 163—171.

   [*] Początek tekstu wcześniej nieopublikowanego. Koniec nieopublikowanego tekstu jest na stronie 4.