Fundacja Kerstenów


 

Fundacja Kerstenów

Adam Kersten
 

Fundacja Kerstenów została założona w 2011 roku, aby uczcić i upamiętnić życie oraz dokonania Krystyny i Adama Kerstenów.

Adam Kersten: Suwerenność historyka

 Jerzy Jedlicki

Strona 1

Jerzy Jedlicki jest profesorem w Instytucie Historii PAN, zajmuje się historią społeczną i umysłową Polski XIX wieku. Autor m.in. książek: Jakiej cywilizacji Polacy potrzebują. Studia z dziejów idei i wyobraźni XIX wieku, Świat zwyrodniały. Lęki i wyroki krytyków nowoczesności oraz Błędne koło 1832–1864 (t. 2 serii „Dzieje inteligencji polskiej do roku 1918”).

Historyk powinien być zdolny do tego, by znaleźć się w konflikcie z każdą lojalnością i umieć pisać przeciw oczekiwaniom czytelników. Musi mieć odwagę niepopularności. Takim historykiem był Adam Kersten.

11 stycznia minęło 25 lat od śmierci Adama Kerstena, jednego z najznakomitszych historyków polskich drugiej połowy XX wieku. Urodzony w Kutnie w 1930 r., w polskiej rodzinie o korzeniach żydowskich, przetrwał szczęśliwie, wraz z matką i siostrą, okupację hitlerowską. Po wojnie kończył szkołę w Łodzi. Studia historyczne odbył na Uniwersytecie Warszawskim. Wkrótce po studiach, w 1955 r., podjął pracę na Uniwersytecie Marii Curie-Skłodowskiej w Lublinie, w którym przeszedł wszystkie szczeble kariery uniwersyteckiej.

Benedyktyńską pracowitość łączył z pasją poznawczą i perfekcyjnym warsztatem naukowym - i te cechy starał się przekazywać swoim uczniom. Specjalizując się w dziejach Polski i Europy XVII wieku, mocował się z literacką, głównie sienkiewiczowską legendą czasów "Potopu". W pierwszych latach swej pracy naukowej czynił to z zapałem marksistowskiego neofity przekonanego, że misją jego i jego rówieśników jest oczyszczenie tradycji narodowej z irracjonalnych i - jak się mówiło - "solidarystycznych" mitów, fałszów i płycizn, by oprzeć ją na nowoczesnej nauce - krytycznej i racjonalistycznej. Po paru latach wyzbył się tego naiwnego złudzenia, zrozumiawszy, że mniemany racjonalizm wywodził swoje uroszczenia nie z bezstronnego autorytetu nauki, lecz ze ślepo przyjmowanej doktryny, która, manipulując symbolami, doprowadzić miała do zastąpienia tradycji scedzonej przez pokolenia przez kanon tradycji zarządzonej i powielanej w oschłych podręcznikach.

Wiedza czy tradycja?

Z początkiem lat 60. Adam i jego żona Krystyna doszli do wniosku, że walka nauki historycznej z zastaną tradycją jest bezcelowa i bezskuteczna, ponieważ - jak pisali - "społeczeństwo nie przyjmie książek sprzecznych z zakorzenionymi w nim poglądami na przeszłość". Ich propozycja była, rzec można, minimalistyczna: skoro powszechnie podzielane przeświadczenia są niezależne od wiedzy naukowej, to trzeba zabiegać o to, aby ze swej strony nauka była niezależna od ciśnienia tradycji, "by mogła mówić jak najwięcej prawdy bez względu na to, czy to się komukolwiek będzie podobało".

Był to w istocie program separacji tych dwóch królestw, zachowania autonomii i niezależności badacza za cenę jego rezygnacji z wywierania wpływu społecznego. "Być może - notował w brulionie Kersten - wśród historyków badaczy istnieją optymiści, którzy sądzą, że bezpośrednio kształtują poglądy społeczeństwa na jego przeszłość. Ja do nich nie należę. Jestem aż nazbyt realistą, by wiedzieć, że żadna praca naukowa nie przełamie istniejących już, zakorzenionych poglądów społecznych". A jednak przytoczone zdania zostały ręką autora przekreślone, zdradzając tym samym niepewność albo wewnętrzną rozterkę. Adam nie umiał się pogodzić z taką definicją swojej własnej roli zawodowej. Nie był stworzony na wyniosłego uczonego zamykającego się w archiwum i w gabinecie - miał na to zbyt żywy temperament, napęd działacza, duszę nauczyciela.

Pisał w tym czasie biografię Stefana Czarnieckiego - książkę o bohaterze, który znalazł swe miejsce w hymnie narodowym, w nazwach oddziałów wojskowych i szkół. Autor był równie świadom ciśnienia legendy jak pokus powierzchownej i łatwej rewizji, strącania z cokołów, rugowania z kanonu tradycji czy zastępowania stereotypów narodowych przez klasowe. We wstępie - bardziej osobistym w tonie niż to było wówczas w zwyczaju - pisał: „Przyjęty temat narzucał nie tylko obowiązek obiektywnego obrazowania działań szlacheckich zawodowych żołnierzy, ale także konieczność zrozumienia ich mentalności, reakcji psychicznych, pobudek działania. Nie traktuję w tej pracy nikogo »wrogo«, sądzę, że możemy już spokojnie zostawić przeciwników z tych czasów »samych ze sobą«, nie przydając im naszych uczuć, starając się tylko zrozumieć ich postawy. (...) Skrajność nie prowadzi do dobrej przyjaźni ani do właściwego zrozumienia historii. Historiografia, zarówno polska, rosyjska, jak i ukraińska, ma tu zbyt wiele grzechów na swym sumieniu, by dodawać do nich nowe. Starałem się więc być w miarę swych możliwości maksymalnie obiektywny”.

Strona: 1, 2, 3
 

*** W artykule wykorzystałem swoje przemówienie wygłoszone na poświęconym Adamowi Kerstenowi zebraniu Towarzystwa Miłośników Historii w Warszawie 20 lutego 1984 r., opublikowane cztery lata później w drugoobiegowym kwartalniku politycznym "Krytyka" nr 27 (1988).

Źródło: Gazeta Wyborcza, 13.01.2008